Kilka, często kilkanaście miesięcy regularnych zajęć raz w tygodniu. Dziecko w gabinecie logopedy dobrze wykonuje wszystkie zadania, chętnie ćwiczy, współpracuje i lubi te spotkania, a efekty terapii są mimo to niewielkie. Kiedy tego typu wątpliwości pojawiają się w głowie rodzica najczęściej zadaję mu jedno, bardzo proste pytanie: Czy poza zajęciami z logopedą regularnie ćwiczy Pan/Pani z dzieckiem w domu? Konsekwentnie i rzetelnie wykonując zalecenia terapeuty? Odpowiedź najczęściej jest jedna: Nie. Dlaczego? – pytam dalej i tutaj pojawiają się przeróżne mniej lub bardziej złożone powody.
Najczęściej słyszę, że dziecko nie chce współpracować z rodzicem w domu, że ciągle brakuje czasu na dodatkowe ćwiczenia, że mama dużo pracuje, a maluch popołudnia spędza w babcią albo w przedszkolu, że w domu nie ma tylu książek, pomocy i materiałów co w gabinecie, że rodzic boi się ćwiczyć, że nie potrafi tego robić albo (co boli mnie najbardziej), że nie widzi potrzeby utrwalania nabytych umiejętności w domu, bo przecież dziecko chodzi na zajęcia z logopedą i więcej nie trzeba robić nic.
Trzeba! Zdecydowanie trzeba!
Spotkania z logopedą nie mogą być jedyną formą terapii dziecka. Zajęcia są jedynie początkiem drogi, nakreślają kierunek, wytyczają tory, wskazują ścieżkę, po której powinno stąpać dziecko. Zadaniem logopedy jest pokazać, wyjaśnić i nauczyć rodzica pracy z dzieckiem w domu, niekoniecznie przy stoliku, niekoniecznie nieprzerwanie przez 20/30/40 minut dziennie, niekoniecznie w sztywnych ramach i niekoniecznie na gotowych pomocach. Rodzic musi starać się ze wszystkich sił przenieść i wcielić zajęcia stolikowe w życie, bo to w właśnie w codziennych sytuacjach buduje się prawdziwą drogę do rozwoju mowy. To podczas aktywnego działania dziecko zapamiętuje najwięcej i uczy się wykorzystywać tę wiedzę samodzielnie w przyszłości. Nie potrzeba do tego wyłącznie specjalistycznych pomocy, ani wymyślnych materiałów – wystarczy odrobina chęci i wyobraźni. (Źródło: logomowa)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz